niedziela, 4 maja 2008

niedziela, 13 kwietnia 2008

Wlazł kotek na płotek... :)

... w ogródku z babusią i dzadziem ...
Dziadzio ma różne szalone pomysły... płotkowe pomysły... :)

piątek, 11 kwietnia 2008

Kropeczka kornik ;)

Kiedy w brzuszku małej Kropeczki pojawia się nieprzyjemne uczucie "ssania", Kropeczka natychmiast włącza swojego wewnętrznego GPS-a w poszukiwaniu "am-am".

A może rodzice trzymają jakieś słodkości pod prześcieradełkiem... któż to wie? hmmm... zawsze warto sprawdzić :).

W przypadku poszukiwań, które nie przyniosły pożądanego efektu, warto spróbować lokalnych specjałów pokoiku :)... Kropeczki - korniki zadowolą się smakiem nawet fotela obrotowego :)

sobota, 22 marca 2008

JAJO ;)

Mój pierwszy w życiu koszyczek święconkowy w składzie: koszyczek (historyczny model - z komunii mamusi), baranek ceramiczny :), pisanka - którą malowałam razem z tatkiem, kawalątek kiełbaski i szyneczki, kromeczka chlebusia, babeczka, sól, czekoladowe jajo big x1, czekoladowe jajo mini x3 :), czekoladowo-marcepanowy zajaczek, bukszpanowe gałazki i kilka żółciutkich kurczaczków na ozdobę :) Aha - no i zaszalałam :), poświęciłam sobie też moje ukochane kaszki - kukurydziankę i ryżową (mamusia skrzętnie upakowała je w moje małe klocuszki) :)
A tu już degustacja poświęconego chlebusia... mniam!!!
... no i najważniejsza - pisanka-drapanka!!!
... a właściwie... pozostałość po pisance-drapance... :) Wesołych Świąt for all!!! :)

piątek, 21 marca 2008

Bajeczne bąbelki... :)

Czy wiedzieliście, że mydło po raz pierwszy zostało "wynalezione" przez Sumerów w Zachodniej Azji? Jak dobrze, że ktoś to mydełko wymyślił, bo od tamtych czasów ludzie na całym świecie mogą "robić" bańki mydlane. Przez wiele lat udoskonalano recepturę mydła, dzięki czemu dzisiejsze banieczki są tak ślicznie kolorowe! :) Największą bańkę mydlaną zrobił podobno w 1996 roku Bernward Kramer - miała 3.7 metra długości i 1.5 metra średnicy! Łaaaaał co za gigant!!! - zmieściłabym się spokojniutko w jej wnętrzu!!
Hmmm... szkoda tylko, że banieczki "żyją" tak króciutko...

poniedziałek, 10 marca 2008

Sahara ;)

Niedzielne przywitanie z wiosennymi piaskami Kryspinowa było dla mnie nie lada przeżyciem... Piasek, piasek... wszędzie ziarenka piasku - takie małe kropeczki... jak na Saharze :). Sahara zajmuje około 9 064 300 km². Kryspinów stanowczo mniej ;), ale dla mnie to i tak spora piaskownica :).
Udając "Saharską foczkę" brnęłam do przodu...
Nie przeszkodziły mi w tym nawet za długie foczkowe rękawy :)
... ale mimo starań... stwierdziłam, że niestety na Kryspinowskiej Saharze jest i w prawo dużo za dużo piasku i w lewo dużo za dużo piasku...

Z piaskowej opresji wyratował mnie tatek Szymonek :)

sobota, 8 marca 2008

Kobietka! :)

Moja miłość - tatuś Szymonek... :) Takiego mężczyzny mi trzeba... Moja miłość nosi mnie na rękach... a czasem nawet "na barana"... i póki co nie narzeka, że mi się przytyło :)

wtorek, 4 marca 2008

W domu... po kryjomu... :)

W domu... po kryjomu... zrobiliśmy sobie razem z tatkiem zapasy :) Niestety startowałam z pozycji przegranej. Hmm... jakby to grzecznie określić... po prostu tatek nie mieści się w mojej kategorii wagowej :)

poniedziałek, 3 marca 2008

Krótki break w pracy :)

Aż wstyd się przyznać... zasnęłam w trakcie bombrowania z moimi zabawkami.

piątek, 22 lutego 2008

TV-Woman :)

Dziś wieczorem przed kąpielą razem z Dziadziem Tadziem usiadłam w fotelu i patrzyłam na dziwne kolorowe okienko. To bardzo dziwne okienko, bo zmienia się w nim obraz i razem z obrazem słychać muzykę albo rozmowy. Dziadzio powiedział, że to "telewizor". To już druga rzecz jaką poznałam, która zaczyna się na "tele...". Pierwszy był "telefon" :). No muszę przyznać, że w tym telewizorku to fajne rzeczy są... Akurat trafiłam na bajeczkę. Była bardzo kolorowa i dużo w niej grali piosenek. Do sterowania tym "tele... czymś" Dziadzio używał tzw."pilota". Dziwna nazwa no ale nie ja ją wymyśliłam :). Na zdjęciu Dziadzio Tadzio ma dwa te... no.... "piloty"- jeden do "telewizora" a drugi ...? Hmmm, jeszcze nie wiem do czego... ale jak się dowiem, to wam zdradzę tą tajemnicę ;)!

sobota, 16 lutego 2008

Dzień śpiocha... :)

Dziś aura sprzyjająca była tylko i wyłącznie jednej czynności... a mianowicie - SPANIU! :) Po 12 godzinnym śnie nocnym nikt nie spodziewał się, że po śniadanku znów będę spać! Ale zrobiłam wszystkich "w bambuko" hihi... Rodzice rozmawiali, a ja - jak to po śniadanku bywa - "układałam jedzonko w brzuszku", grzecznie leżałam i bawiłam się moimi zabaweczkami... aż tu nagle... poczułam się senna, zamknęłam na chwilkę oczy... no i ze zdziwieniem muszę przyznać, że otwarłam je dopiero po godzince :) ... Ale to nic - potem, w ciągu dnia, miałam jeszcze dwie "rutynowe" drzemki, a i tak wieczorkiem po kąpieli, przysnęłam od strzału :) Ech, przespałam pół dnia... taki ze mnie śpioch :)

piątek, 8 lutego 2008

Z filmoteki Kropeczki - "perkusistka"


"Na bębenku marsza gram... tratatatam!" Hmmm... z tą różnicą, że porządnego bębenka brak, a w kubeczek ciężko trafić... no i piosenka... "tradżedy" - wybitnie nie "marszowa" :)

sobota, 2 lutego 2008

Z filmoteki Kropeczki - "test faworka" ;)


Razem z mamusią w tłusty czwartek (31.02.2008) upiekłyśmy całą stertę faworków (czyli chrust jak ktoś woli ;) Bardzo chciałam wypróbować nasze wypieki... więc był to mój pierwszy w życiu "test faworka". Niestety, nie wypadł on pozytywanie :(. Mamusia nie gniewała się na mnie (choć jak widać na filmie miny miałam delikatnie mówiąc "kapryśne"), bo wie że na takie smaki mam jeszcze czas ;)... przynajmniej spróbowałam! :) Ale powinnam dodać, że wszystkim "doroślejszym" musiał baaaaardzo smakować, bo w piątek rano, nie było już po faworkach śladu! :)

czwartek, 31 stycznia 2008

Wróżka śmieszka :)

Moje karnawałowe przebranie: Kropeczka Dobra Wróżka!
Moja wróżkowa zdolność: potrafię wyczarować uśmiech na każdej twarzy! :)

środa, 30 stycznia 2008

"Asia ma ajejku" :)

Przyjechał wczoraj do nas pewien gość :). Dopiero jak usłyszałam "as-salam alajkum" to zaraz poznałam, że to wujcio Tadzio (wybitny arabista)! Słyszałam już kiedyś to słowo z "salami i alejką";)... hmmm... to "dzień dobry" chyba było, tak? ;) A wiecie... wydawało mi się kiedyś, że język arabski jest trudny (bo jest trudny), ale przysłuchując się językowi "bobasów" (nazywam go językiem bobaśnym ;)), doszłam do wniosku, że to dzidziusiowe słownictwo też takie proste nie jest... pełno skomplikowanych "bubań" i "ajań"... i nawet podobne do "as-salam alajkum" - "Asia ma ajejku" czasem mi się powie :). A może warto by głębiej się nad tym zastanowić... wysnułam kropeczkową hipotezę, że może język arabski dawno dawno temu powstał z języka bobaśnego? Kto wie?! ;)
A skąd foto-berecik? Oba Tadzie - i dziadzio i wujcio noszą bereciki :) Mi się też udzielił... baskijski! ;)

wtorek, 29 stycznia 2008

poniedziałek, 28 stycznia 2008

U babci Halinki :)

...Kropeczka - wirtuoz...

... Kropeczka - architekt choinkowy... ;)

niedziela, 27 stycznia 2008

Nad rzeczką, opodal krzaczka... ;)

Mamusia na studiach, a ja z tatkiem na spacerku... nad Skawą :)

piątek, 25 stycznia 2008

Zosilla ;)

Dostałam od mamusi prezencik z okazji moich "mini urodzin" - dziś skończyłam 7 miesiąc! ;)
Dostałam misiaczkę Zosię ("Ciocia Kasia" z http://www.stwory.blogspot.com/ wyczarowuje takie śliczności!). Misia w porównaniu do mnie jest maleńka - ma 8 cm wzrostu, a ja ze swoimi 78cm, to przy niej godzilla - Zosilla... czyli... przez siedem miesięcy urosłam aż 21cm... no no, niezły wynik! ;) Choć z misią wzrostem się różnimy, to podobieństwo jakieś jest... lubimy róż i mamy takie samiutkie buciki ;)

wtorek, 22 stycznia 2008

Kropeczka po góralsku ;)

W niedzielę, z okazji poniedziałkowo-wtorkowych dni babci i dziadzia, zaprosiłam rodzinkę na góralski obiad do mojej ukochanej Karczmy Kocierz. Była babcia Dosia, dziadzio Tadzio, kuzynka Adusia, mamusia, tatuś - no i ja. :)

Tyle tam pyszności, że nie mogłam się zdecydować, co wybrać z menu... ale wybrałam ;)

Zanim przyniesiono jedzonko czas oczekiwania umilał nam zespół góralski :)

Ale jak już przyniesiono jedzonko... to żadna atrakcja muzyczna nie oderwała mnie od niego! (na zdjeciu - próbuję góralski smaluszek na chlebku... a feee... jakie to tłuste... dobrze że miałam swoje osobiste menu! :))
Ale najdziwniejsze było to, że w Karczmie był niedźwiedź... ale byłam w szoku! Nie wiedziałam, że zwierzątka tak ot - mogą sobie zjeść obiad w lokalu ;). Misiu okazał się być całkiem przyjaźnie do mnie nastawiony (choć jakby coś nie "ten teges" to w asekuracji była mamusia)...

Ostatecznie... misio pozwolił mi nawet przejechać się na swoim grzbiecie... iiiiiihaaaaa!!!

sobota, 19 stycznia 2008

Kropeczka's SPA ;)

Nie ma to jak relaksujący odpoczynek... :) Wieczorne łazieneczkowe SPA zawsze cudowne, pachnące... z pyszną pianką, unoszącym sie w powietrzu zapachem lawendy, no i oczywiście moją "kaczufową ferajną". Po plumpanku masaż ciałka, nabalsamikowanie, manicure, pedicure, układanie fryzurki... mmmm... potem pyszna kolacyjka... i błogi sen do rana! :)

środa, 16 stycznia 2008

Inna perspektywa ;)

Z takiej perspektywy świat wyglada zupełnie inaczej... i mamusia taka niepodobna do mamusi... i wszystko takie odwrotne ... ;)

wtorek, 15 stycznia 2008

Ciokoladka :)

Nie da się ukryć... to była ciokoladka (i to tylko niecała mała kosteczka - a tak łobuziara nabrudziła!) :)

Kropeczka Ratownik :)

Tatuś pracuje na basenie (KP "Delfin") jako instruktor pływania i ratownik :). Pewnego dnia postanowiłyśmy zrobić mu z mamusią niespodziankę i przyszłyśmy po niego na koniec zmiany. Tatuś bardzo się ucieszył, jak i wszystkie ciocie i wujkowie "basenowicze".

Tatek wziął mnie na basenowy obchód. Sprawdziłam temperaturę wody (brrrr... zimniejsza niż w mojej wanience), pokazał dziwne wanny z bąbelkami (podobno to coś to słynne jacuzzi;), zjeżdżalnię, no i saunę - ale dobrze że była jeszcze nieczynna - tam to musi być ukrop!
Nie pływałam - bo zapomniałyśmy strojów ;), choć jest taki mini basenik dla bobasów i taki ciut większy dla "więksiejszych" dzieciaczków.

Za to na chwilę mogłam się poczuć jako prawdziwa Kropeczka Ratownik! Siedziałam na wieży ratowniczej z bojką (tzw. pamelą) i obserwowałam kto jak pływa :). Doszłam do wniosku, tak patrząc na innych, że z moim wanienkowym pływaniem wcale nie jest tak najgorzej... może będę się szkolić i zostanę prawdziwą ratowniczką... kto wie?! ;)

środa, 9 stycznia 2008

Obiadek u prababusi...

Niedzielny obiadek u prababusi był "mniamniuśny" :)Po obiadku tzw. "tea time" ;)
Prababusia ma chore nóżki, więc postanowiłam zrobić jej masaż kolanek...

A potem razem z mamą grałyśmy na fortepianie :)

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Uhistorycznienie :)

Na spacerku z rodzicami (tam w wózeczku zielonym - to ja;) postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę historyczną i dowiedzieć się coś więcej o Wadowicach - a dokładnie o naszym kościółku. Historia - bo kościół parafialny pod wezwaniem Ofiarowania NMP to najstarszy zabytek Wadowic. Pierwsza wzmianka o kościele w Wadowicach pochodzi z 1325 r. Około 1400 r. był to już obiekt murowany. W wiekach XVI i XVII znajdował się w rękach cystersów z Mogiły. W 1726 r. został zniszczony podczas pożaru. Do czasów obecnych zachowało się jedynie gotyckie prezbiterium z XV w. Korpus nawowy wzniesiono w latach 1791–1798, a część kaplic, fasadę i wieżę w XIXw. W 1992 r. kościółek "podniesiony" został przez wadowiczanina - papieża Jana Pawła II do godności Bazyliki Mniejszej :). Ufff... może wystarczy tej wiedzy jak na króciutki spacer :).

niedziela, 6 stycznia 2008

Urwis! ;)

Aż strach się bać, hehe! Takim łobuzerskim języczkiem na przebudzenie stresuję rodziców! ... bo taka minka może zwiastować tylko... łobuzowanko w ciągu dnia ;).

poniedziałek, 31 grudnia 2007

Anty-kaloryczny fighting :)

Trzeba utrzymywać linię :), a po świątecznym obrzarstwie nie jest łatwo, bo zostało mi tu i ówdzie "kochanego ciałka" za dużo ;). Nie namyślając się długo, wzięłam więc mamusiną matę do ćwiczeń (niby do jogi, ale mama na niej pilatesa "wywija") i zaczęłam kropeczkowy gim-na-styk (bo jak wyciągnę rączki w bok, to ta mata jest dla mnie na styk, hehe) :). Polecam takie trzy prościutkie ćwiczenia... Naprzemienne uginanie nóg i przyciąganie ich do brzuszka.
"Przygotówka" do szpagatu, czyli trudniejsza wersja ćwiczenia pierwszego: uginamy nogi w kolanach, po czym jedną z nóg robimy wymach w bok, tak aby dostać do rąk ułożonych prostopadle do tułowia. I tak na zmianą, raz lewa nóżka, raz prawa...

A tutaj ostatnie prościutkie ćwiczenie, tzw. "niepełny orzełek" - po prostu wymachy poziome ręką (od bioderka do głowy), ale uwaga - rękę wymachując utrzymać trzeba kilka cm nad matą. No i raz lewa, raz prawa rączka :).

niedziela, 30 grudnia 2007

Gustowny cylinder :)

Cylinder (emaliowany model w moim wypadku;)) to rodzaj wysokiego kapelusza w kształcie walca (stąd jego nazwa ;). Pierwszy cylinder został wyprodukowany w 1797 roku przez Johna Hetheringtona. Dokładnie 15 stycznia 1797 roku w Londynie po raz pierwszy na głowach panów pojawił się cylinder. Jejuniu, jak to dawno było - "siwy dym"! Czyli zaraz, zaraz... już niedługo... dokładnie za 16 dni będziemy świętować 211 rocznicę powstania tego gustownego nakrycia głowy, no no...! :)