piątek, 12 października 2007

Halo! Houston mamy problem!

W ten sposób informuję stację kontrolną o sytuacji kryzysowej:
- "Halo! Mamuś mamy problem! ... yyyyyy... jakby to powiedzieć... mój pampek jest full... czy da się coś w tej sprawie zrobić?" :)

Kobieca tożsamość :)

No tak, liczba nałóżeczkowych, pluszowych osobników się powiększa... A co za tym idzie, mój wybór staje się coraz większy... Chyba prawdziwa kobietka ze mnie "wyłazi". Mama zwykle mówi: "W co tu się dzisiaj ubrać?", a ja idąc za tym zdaniem powiem: "Którego pluszaka do zabawy dzisiaj wybrać ?" :).

poniedziałek, 8 października 2007

Przesyłając buziaki... :)

W niedzielę razem ze staruszkami odwiedziliśmy Zabierzów: tatusia chrzestnego mojego tatusia - wujcia Mariana z rodzinką :). Było bardzo miło. Ciocia Kazia trzymała mnie na kolankach, a ja gaworzyłam na całego. Coś mi się wydaje, że staję się coraz bardziej towarzyska :).
Dla wspaniałej rodzinki przesyłam buziaki!

poniedziałek, 1 października 2007

Strażak i pompowane okna :)

Wczoraj, na zakończenie lata, był festyn na duuużym boisku szkolnym, tuż obok basenu w którym tatek uczy pływać dzieci, także te z tej szkoły :). Było bardzo słonecznie! Przyrumieniłam nawet sobie pysie :). Oj działo się!!!
Za pozwoleniem milusich panów strażaków zwiedziłam wóz strażacki z tatkiem, a mama zrobiła fotkę - mnie - najmniejszej ze strażaków ( i oczywiście przesyłam pozdrowienia dla milusich panów strażaków z OSP Wadowice!!! :))
Było mnóstwo dzieciaczków. Zabawy, konkurencje sportowe, loterie fantowe, pokazy grup tanecznych i karateków, zespoły muzyczne, sztalugi do malowania, konie na których można było pojeździć (wujek Zbyszko by sie ucieszył :)), wyścigi rowerów, grill, ciacha i ciasteczka... i takie wielkie dmuchane budowle, zamki, zjeżdżalnie, ściany wspinaczkowe... rewelacja! Można było poszaleć!

niedziela, 30 września 2007

Kolejna imprezka :)

Na imieninach prababusi Tereni były jajeczno-pomidorkowe muchomorki na sałatowo-pietruszkowej trawce = czyli taki typ muchomorków, które można zjeść :) (no oczywiście ja nie mogłam jeszcze ;( )
...za to "niuchnęłam" sobie w kieliszek tatka... myślałam, że tam mleczko pyszne będzie, a tam skąd... a feeee... jak się nabrałam... jakieś winko, czy coś... a feeee...

środa, 26 września 2007

Moje Małe Królestwo... :)


Wieczorową porą lubię przychodzić do mojego "Małego Królestwa" - świata zabawek i powiedzieć na dobranoc wszystkim moim Misiakom i Lalom:
"Śpijcie moje kochane zabawki. Niech wam się przyśnią same pluszowe, mięciutkie sny! Jutro znów jest dzień, więc regenerujcie siły na bąbrowanie ze mną! Jutro znów was wyściskam ;)".
(ps. jak na razie czują się raczej bezpiecznie, bo mama kontroluje moje poczynania z nimi, ale już niedługo... jak trochę podrosnę... hmmm... jak zostanę sama w moim pokoiku... ale sie bedzie działo! Lada dzień i nadejdzie " Mały Potwór Wszystkogryząco-Wszystkotarmoszący" i to na własnych nóżkach!) :)

Kaczufowa ferajna :)

Z okazji moich skończonych 3 miesięcy życia pozabrzuszkowego, babcia Dosia doszła do wniosku, że jestej już na tyle dużą panienką, że mam prawo do posiadania swojej własnej, kąpielowej, kaczufowej ferajny. Już przedstawiam jej skład: Mama Kaczufa (to ta z tym czymś niebieskim na łebku), Dzidzia Kaczufa (ta malutka) i Tatek Kaczuf (z duuużym dziobem) :).
Miło się plumpać w tak doborowym towarzystwie!

niedziela, 23 września 2007

Sobotni Kryspinów zabawowo... :)

... zabawa w muchę ... ... tańczonko na piaseczku ...
... odpoczywanko luzikowe na piaseczku ...
... czyli - cała ja ...

Sobotni Kryspinów nastrojowo...

piątek, 21 września 2007

Halo! Proszę mówić głośniej, bo nic nie słyszę..! :)

Chcę zostać, jak Carlos Slim Helú - magnatem telekomunikacyjnym :)
Testuję właśnie nową technologię telefonii komórkowej - ŻYRAFOFON ;)

Powiedz "cheesss"... - "dżeeeem"! :)

środa, 19 września 2007

Mój mały pilates :)

Dziś zaprezentuję państwu :) jedno z moich ulubionych ćwiczeń jakie wykonują na mojej Misiowej poduszce do ćwiczeń... Podglądnęłam kiedyś jak mamusia ćwiczy swój ukochany pilates - więc i ja postanowiłam spróbować! Bardzo mi się to spodobało ;) A więc zaczynamy...Kładziemy sie na podłodze - lub na macie - takiej do ćwiczeń (mama ma taką - ja mam swoją matę misiową). Wyciągnięte ręce kładziemy za głowę... lub trzymamy na brzuszku (to moja łatwiejsza wersja). Wyprostowane nogi (nie zginamy w kolanach) podnosimy, aż utworzą z podłogą kąt 30 stopni. Wytrzymujemy w tej pozycji 10 głębokich oddechów (no ja wytrzymuję co najwyżej 1 - ale to dopiero moje początki gimnastyczne) i opuszczamy nogi na podłogę.
Potem podnosimy nogi nieco wyżej (tak jak na zdjęciu), aż utworzą z podłogą kąt 60 stopni. Znów wytrzymujemy 10 oddechów (ja oczywiście znów 1 oddech) i znów opuszczamy.
Podnosimy nieugięte nogi w górę, aż utworzą z podłogą kąt 90 stopni (w tym momencie - z pampusiem miedzy nóżkami jest to u mnie utrudnione, więc ja niestety muszę zgiąć nóżki w kolanach). Teraz wytrzymujemy w tej pozycji 25-30 oddechów (mi udaje się w tym wypadku lepiej niż w poprzednich podnoszeniach - nawet z 5-10 oddechów ;). Opuszczamy wyprostowane nogi na podłogę.
Po chwili powtarzamy cały cykl. Wykonujemy 3-4 powtórzenia (ja mogę w sumie robić to na "okrągło" :).
Przy tych ćwiczeniach bardzo wzmacnia się brzuszek!
I kto powiedział, że bobasy nie znają tajników pilatesa :)

Poduszka Pani Misiowej :)

Dostałam w prezencie na chrzciny od wujcia Waldzia i cioci Ani taki ciekawy sprzęt - nazywa się to - mata edukacyjna. Jak dla mnie jest to duża poduszka w kształcie pani misiowej i dwa wyginające sie pałąki na których mama wiesza mi różne różności... grzechotki, kluczyki do gryzienia, żółtego słonia, jakieś piłeczki - no... nie wszystko na raz - żebym nie dostała oczopląsu - ale co jakiś czas zmienia coś tam w budowie tego sprzętu :). Zastanawia mnie tylko dlaczego dorośli to coś nazywają matą edukacyjną? Hmmm...? Dla mnie to będzie po prostu - misiowa poduszka do ćwiczeń:)

poniedziałek, 17 września 2007

Urodzinki tatka!

Wczoraj mój tatek skończył 26 latek :) Kochany ten mój staruszek! Uczciliśmy to w Krakowie - pyszną mrożoną kawą dla tatka, pyszną mrożoną czekoladą dla mamci i dla mnie oczywiście przepysznym mleczkiem (nie martwcie się - na zdjęciu tą zimniochę tatkową piję - ale to tak na niby;)... jak dla mnie musi być cieplutkie "mlimlunio"... bo o gardziołko w moim wieku trzeba dbać
(w każdym wieku niby trzeba, ale dorośli to dorośli - więc mogą sobie czasem pozwolić na takie wymrożenie migdałków - a ja tam wolę ciepłą mleczną piankę!) :)
STO LAT TATKU!

środa, 12 września 2007

Wyssane z palca... :)

Wujek Tomek bawi się w "krokmanię", ja natomiast mam swoją własną zabawę - "kciukmanię" ;)

piątek, 7 września 2007

...nowości ... zdolności...

Kąpiel mi się bardzo podoba :) (wstyd się przyznać, że dawniej nie byłam jej zwolenniczką) :)
Potrafię puszczać bąble ślinowe :) w ilości wystarczającej na umoczenie bodziaków i rękawów koszulki :) Sądzę, że te ilości biorą się z tego, że wzbogacam swoje wypowiedzi w nowe literki i słowa. Gadam jak najęta :) Oprócz "a guu", "a gyyy" i takich tam prostych, wychodzi mi pięknie z takim francuskim akcentem "errr" i "era"(mogłabym zacząć reklamować sieć komórkową:). Jest też "buu" i "dom" i nawet "takk", "taam" i "maa". Zgłębiam tajniki mowy. Do tego stawiam już wyraźne akcenty ;)
Ale mimo wszystko najbardziej to lubię się przytulać... :)

czwartek, 6 września 2007

Intensywna niedziela :)

Mamusia nie miała ostatnio za dużo czasu, żeby pisać... ale już ma! :) Po prostu te kilka dni było bardzo intensywnych. Wyjeżdżaliśmy często... Babunia i dziadziuś wyjechali na dwa tygodnie na wczasy za granicę, a tatek na ten czas ma dwa tygodnie urlopu w pracy na basenie, chodzi tylko do drugiej pracy - do szkoły na kilka godzin... więc mamy dużo czasu dla siebie... :)

W niedzielę rano byliśmy w parku - odwiedzić moją koleżankę - wiewiórcię (tydzień wcześniej będąc całą rodzinka na spacerku sie z nią zapoznałam) :) Chociaż jest ona bardzo nieśmiała, udało się tatkowi zrobić jej zdjęcie :)

Po południu odwiedziliśmy rodzinkę - ciocię Irenkę i wujka Stasia. Przyjechała do nich z Warszawy ciocia Ala - ich córcia... Przyszedł też ich syn - wujek Cezary i jego żona - ciocia Danusia. Było baaaaaardzo miło! Więc czułam się wyśmienicie... Pod koniec tylko nabroiłam - i zaczęłam strasznie płakać - no nie wiem co we mnie wstąpiło! Nie miałam nawet jak przeprosić i powiedzieć, że po prostu byłam śpiąca. Dobrze że tatkowi udało sie mnie jakoś ululać... Taka mała gościówa jak ja - a potrafi narobić tyle rabanu, noo... troszkę mi wstyd! :( :)

sobota, 1 września 2007

Nowości :)

Mama z tatkiem kupili mi drugie łóżeczko, żebym mogła spać zarówno na dole w moim pokoiku, jak też na górze (bo domek mamy piętrowy). "Siwy dym!" - to podobno taki wynalazek, że jak będę większa to będę w nim mogła skakać i bąbrować na całego, a ono się nie załamie pod moim ciężarkiem, ani nie złoży. I do tego - po złożeniu to "cacko" mieści się w takiej małej torbie - to się nazywa turystyka :) A to coś co przyczepili mi rodziciele nad łóżeczkiem. To dopiero jest jazda. Kręci się, gra pozytywka, a na sznureczkach zawieszone są jakieś kolorowe zwierzaki. Z mojego "punktu leżenia" wygląda to tak... bajera, hihi! :)

Wizyta u babci Halinki...

Dziś mimo pogody deszczykowej wybraliśmy się autkiem do Tomic w odwiedziny do babci Halinki (mamy tatulka) i cioci Elwirki (siostry tatulka). Podobieństwo trójki zresztą jak widać na załączonym zdjęciu ogromne :) A ja oczywiście w samym środku... najważniejsza :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Repeat... :)

Podobno "nic dwa razy sie nie zdarza i nie zdarzy"... ale nikt nie zaprzecza, że może być podobnie :) ... ostatni dzień w dwupaku...
... dwa miesiące po rozpakowaniu... :)

niedziela, 26 sierpnia 2007

Park... :)

W niedzielę postanowiłam razem z rodzinką odwiedzić park. Do parku droga daleka, więc tatek zapakował wózior do autka i ruszyliśmy...
Lubię jeździć autkiem, a jak pogoda jest tak słoneczna - to wręcz uwielbiam!
W parku dołączyli do nas babcia, dziadzio i Adusia... Tatek opowiadał "kawały" - cokolwiek to nie jest, ale musi być to coś fajnego - bo wszyscy się śmiali...
... tylko ja nie rozumiałam o co w tych "kawałach" chodzi ...
Babcia Dosia i Adusia dopadły huśtawkę!...
...potem mama...
Zrobiło mi się smutno, bo też chciałam się po "husiać". Dobrze że mama w mig zauważyła moją skrzywioną minkę i zafundowała mi husiasnie na jej kolankach na huśtawce!
... a potem husiałam się nawet na tym śmiesznym rowerku sprężynkowym ...
Znalazł się też czas na tulenie! :)Trzeba było kiedyś wrócić do domku... ale ja tu jeszcze wrócę! Muszę przecież odwiedzić to rude stworzonko, które tak sprytnie wdrapywało się po drzewkach - nio serio! Taka mała wiewióreczka biegała koło mojego wózeczka! Jak urosnę - to dopiero będzie się działo! Ja i "wiórcia" będziemy biegały razem ;)

poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Po Chrzcie - przyjęcie :)

Przyjęcie z okazji mojego Chrztu, ale też pierwszej rocznicy Ślubu moich rodziców! Zrobili sobie prezent - i wybrali właśnie tą datę na mój Chrzest :)
Na przyjęcie po Chrzcie przyszło 25 gości :) Mama ślicznie przystroiła cały dom w bialutkich balonikach i w białych z różowymi kropeczkami kokardkach :)
A taki narysowany przez mamusię plakat witał gości :) (tak tak, że niby przyniósł mnie bociek? ha! ja i tak wiem że było inaczej :)) (ciii... mama zrobiła błąd, bo przecież miałam 57 a nie 58 cm jak się urodziłam! oj ta gapa!)
Tu słodko spałam. Miałam na sobie sukienkę, w której mamusia jak była malutka też była Chrzczona. Z pokolenia na pokolenie... :)
A to mój słodziutki torcik :) ... że ja nie mogłam go nawet troszkę skubnąć :( :)

... tuż po Chrzcie ...

Ja z mamusią, ciocią Marzenką i wujkiem Kubą (najbliższymi kuzynami mamusi)
Z tatulkiem :)

Chrzest - 19.08.2007

Wczoraj był mój wielki dzień... mój Chrzest :)... O 13.15 w Bazylice Ofiarowania NMP w Wadowicach rozpoczęła się Msza Św., w czasie której Chrztu udzielił mi żartowniś - Xs. Mieszko. Żartowniś - bo zachciało mu się polewać mi głowę wodą (no... przecież miałam wymyte włosy!:), a potem robić krzyżyk na moim czole jakąś dziwną mazią :)
(na zdjeciu - mamusia, ja z tatusiem, ciocia Jagusia - moja mamusia i babcia chrzestna zarazem (ciocia Guga jest też mamą chrzestną mamusi, więc i moją babcią chrzestną :)) i wujek Tomek (brat mamusi) - mój tatuś chrzestny, a dalej - babcia Dosia i dziadziu Tadziu)
Rodzice tłumaczyli mi że to znaki chrzcielne - że woda to nie kranówka, tylko taka specjalnie święcona, a ta dziwna maź to krzyżmo święte... i to wszystko po to żebym stała się Dzieckiem Bożym i została obmyta z grzechu pierworodnego... ale jakoś dalej tego nie rozumiem... Hmmm, jak dorosnę, to będą mi musieli to jeszcze raz na spokojnie wytłumaczyć!
Oprócz mnie chrzczonych było wczoraj jeszcze osiem moich małych koleżanek i kolegów. Nie wiem tylko dlaczego większość z nich płakała? Może nasisiali sobie w pieluszki?! Ja pojadłam sobie i sanitarne sprawy załatwiłam jeszcze w domu, więc byłam bardzo grzeczna. A właściwie to muszę sie przyznać, że całą Mszę i Chrzest niestety przespałam (oprócz "łypnięcia" jednym okiem gdy Xs. Mieszko mi polewał główkę i wtedy jak ministranci dzwoneczkami dzwonili). :)